Monte Bianco, czyli jak zdobywam czterotysięczniki na obcasach.

BIONAZ

W autonomicznym regionie Doliny Aosty oficjalnymi językami są zarówno włoski jak i francuski, pomyśleliśmy więc, że nasz Otto, Dogue de Bordeaux będzie się tutaj czuł jak u siebie w domu 🙂 Co zabawne, nasz drugi pies Bax to owczarek belgijski Malinois, więc on także radziłby sobie nieźle z językiem, ale kiedy pojechaliśmy po raz pierwszy do Bionaz jeszcze go z nami nie było.

   Czerwiec to dobry moment na podróżowanie po Włoszech gdyż nie jest jeszcze tak upalnie jak w lipcu i sierpniu i ceny nie są wygórowane. A dzięki temu, że włoski koniec roku szkolnego przypada na początek miesiąca można spokojnie jechać z dziećmi.

Tym razem geniuszem w znalezieniu kwatery okazał się mój mąż, który był pomysłodawcą urlopu w górach i znalazł tak fantastyczny nocleg, ze sama lepszego nie dałabym rady wyszukać.

Les Ru; wejście do naszego domu i widok na ogródek

Podaję bezpośredni LINK ; jest tam  zamieszczony opis po angielsku,  ale dość krótki i nie oddaje wszystkich zalet tego miejsca. Cena wynajmu domku waha sie od 250-650€/tydzień, w zależności od ilości osób i sezonu,  pies/psy gratis.

To, czego szukam w mieszkaniach na wakacyjny wypoczynek to prawda, ich autentyczność,  głębokie zakorzenienie w tradycji i kulturze danego terytorium. Te cechy zauważycie zarówno we wcześniej opisanym przeze mnie domu w Pieve Torina jak i w mieszkaniu w Campi, ale chyba najbardziej przeniknęłam niepowtarzalnym KLIMATEM MIEJSCA w Bionaz, miedzy innymi właśnie dzięki tej pięknej kwaterze. Co by nie mówić, nie można porównać wakacji spędzonych w nowiusieńkim pensjonacie czy sieciowym hotelu z tymi spędzonymi w prawdziwej wiosce alpejskiej, z kamiennymi domami, charakterystycznymi tylko dla tego regionu kamiennymi dachami, drewnianymi balkonami, a wszystko to wpisuje się idealnie w zapierający dech w piersiach pejzaż alpejski.

Widok po burzy z naszych okien w Bionaz…

Teraz o wiosce – Bionaz to gmina tzw. „rozrzucona”, którą zamieszkuje niewiele ponad 200 mieszkańców; sama wioska będąca częścią tej gminy to grupa kamiennych domów, z których pani Laura – właścicielka omawianych kwater jakieś 20 lat temu kupiła pierwszy, z pomysłem odnowienia go z przeznaczeniem pod wynajem… Kiedy trafiła się następna okazja, kupiła drugi i trzeci – wszystkie w opłakanym stanie i powoli, własnymi silami ona, mąż a później synowie przywracali temu miejscu jego dawną świetność. Opowiadała mi, że jeszcze w latach pięćdziesiątych wioska tętniła życiem, a na jej uliczkach bawiły się dzieci… Potem powoli mieszkańcy zaczęli opuszczać to miejsce, a domy popadały w ruinę. Dotąd część domów w wiosce jest w kiepskim stanie, ale to dodaje swoistego uroku temu miejscu. Z rdzennych mieszkańców pozostała  tu tylko jedna rodzina, są to trzej bracia, wszyscy już grubo po osiemdziesiątce, kawalerowie, ich psy i koty. W moich oczach zlali się zupełnie z pejzażem wioski, i jeśli naszą pobudką był przemarsz stada krów pod balkonem, to poranny spacer po zakupy braci w stronę jeziora Lexert wyznaczał tę porę dnia, kiedy trzeba wyjść z psem…

                                                                             Pobudka!

Samo mieszkanie, bardzo gustownie i wygodnie urządzone ma dostęp do prywatnego ogródka z kominkiem, altanką, gdzie można jeść posiłki i leżakami. Tam również najczęściej rezydował nasz Otto, kiedy zostawaliśmy w domu.

OKOLICE

Jezioro Lexert

Jezioro Lexert; bardzo miły ciąg spacerowy, las pełen saren i łatwy szlak do wodospadów Sevey.

  Jak widać na powyższych zdjęciach już najbliższa okolica wioski jest bardzo urokliwa i jeśli jesteście z dziećmi, nie macie w planach wspinaczek i całodziennych wypadów, lub pogoda jest niepewna, można miło spędzić czas w pobliżu. Zatem, droga w dół prowadzi do jeziora Lexert, natomiast wybierając się na spacer w górę można dojść do schroniska Crete Seche (niestety nie wybraliśmy się tam na obiad, choć opisy posiłków na stronie brzmią bardzo zachęcająco, głównie ze względu na tzw. składniki km.0, czyli pochodzące z własnej lub okolicznej produkcji). Po drodze mijamy jedno z gospodarstw produkujących przepyszny ser FONTINA czyli słynny ser półtwardy, który od 1995 roku uzyskał status Chronionej Nazwy Pochodzenia (it. D.O.P .- Denominazione di Origine Protetta).

Ser Fontina zaczęto produkować ponoć już około 1270 roku, ale pierwsze świadectwo  ikonograficzne pochodzi z XV wieku – fresk z zamku Issogne, tutaj fragment ze sprzedawcą serów.(fot. źródło Wikipedia)

Na koniec, jako „last but not least” napiszę o naszej wycieczce na Monte Bianco, o której sugestia w tytule dzisiejszego posta.

                            MONTE BIANCO   

Wagonik kolejki kursuje bardzo często.

Przebywając w Dolinie Aosty nie sposób zapomnieć, że wznoszą się tutaj cztery najwyższe  czterotysięczniki: Monte Bianco (pogranicze włosko-francuskie) (4810m n.p.m.), Cervino (4478m n.p.m.), Monte Rosa (4634m n.p.m.) i Gran Paradiso (4061m n.p.m.). Chcieliśmy zobaczyć je z bliska i … jak się okazuje, nawet nie będąc alpinistą, podróżując z dwójką dzieci i – ja – w kozaczkach na (niewysokim, ale..) obcasie, jest to wykonalne (naszego Otta postanowiliśmy tego dnia zostawić w domu i dobrze zrobiliśmy, choć teoretycznie psy mogą jeździć kolejką za niewielką opłatą – 3€, ale tylko w kagańcu).

Otóż, wystarczy z Courmayer dojechać do La Palud, gdzie znajduje się stacja kolei linowych – Funivie Monte Bianco. Stad dostajemy się do stacji Pavillon, gdzie możemy zatrzymać się w restauracji, obejrzeć ciekawy ogród botaniczny lub podziwiać panoramę. Ze stacji Pavillon (2173m n.p.m.) wyruszmy w dalszą drogę wagonikiem kolei do schroniska Turyn Stary (Torino Vecchio) – 3335m n.p.m. i dalej schodami na poziom Torino Nuovo (3375m n.p.m.). Stąd wyruszają alpiniści zdobywać szczyty, a turyści tacy jak my kończą wycieczkę na tarasie widokowym robiąc zdjęcia. Ważna rada: jeśli macie zamiar przebywać na 3375m n.p.m. weźcie kurtki! My ich nie mieliśmy, więc temperatura poniżej zera i padający śnieg (a był czerwiec) dała nam w kość.

Widok z kolejki na schronisko Torino Nuovo.

Tutaj strona z cenami i godzinami otwarcia. Jeśli wybieracie się na wycieczkę rodzinną warto przypomnieć, że jest bilet rodzinny – 84€ za 4 osoby.

 Co tu dużo mówić, fantastyczne wrażenia, zapierające dech w piersiach widoki i możliwość zobaczenia śniegu w środku lata 🙂 Gorąco polecam !!!

Widok z Pavillon na Courmayer

Nowa stacja, tutaj jeszcze w budowie, otwarta w 2015 r.


6 thoughts on “Monte Bianco, czyli jak zdobywam czterotysięczniki na obcasach.

  1. Cudowne zdjęcia! Od jakiegoś czasu marzy mi się podróżowanie po właśnie takich spokojnych małych miasteczkach jakie opisujesz 😄 często mają więcej uroku niż wielkie stolice 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s